Po kiego grzyba mi blog?
Ano wczorajszego wieczora, porządnie zmoknąwszy, zostałem oświecony uderzeniem pioruna i stwierdziłem, że potrzebuję mobilnego knowledge-managera. Wymyśliłem sobie (pewnie nie pierwszy), że zamiast pilnowac każdej zakładki w przeglądarce przed przypadkowym zamknięciem, zamiast robic wszystko, żeby po zamknięciu przeglądarki (ostatecznośc!) sesja mi się ładnie zachowała, zamiast walających się wokół komputera kartek, zamiast wożonego ze sobą wszędzie zeszytu, w którym notuję linki, mogę to wszystko trzymac tutaj i miec pod ręką w każdym punkcie na świecie, w którym znajdę komputer podpięty do internetu. Et voila! Jak pomyślałem, tak też zrobiłem. W związku z tym, ze jest to przede wszystkim MÓJ notes, proszę ewentualnych czytelników o wyrozumiałośc i nie marudzenie, że posty jakieś takie lakoniczne, niegramatyczne i w ogóle bałagan.
Hmm… powyższe zdanie zabrzmiało raczej odstraszająco… A nie miało. Jeśli uważacie, że znajdziecie tu coś ciekawego dla siebie, to proszę bardzo, korzystajcie. Zapraszam.